janusz reichel - "jasiek malarz pokojowy" - QQRYQ, Warszawa 1997

"33-letni Janusz Reichel to jedyny chyba współczesny ekologiczno-anarchistyczny bard. Przed Jaśkiem... wydał już dwie i pół kasety (te pół to split z anarcho-punkową Guerniką Y Luno) z doskonałymi autorskimi piosenkami, których teksty i wyraziste linie melodyczne w zupełności rekompensują niedostatki wokalne. Nagrywając nowy materiał, nieśmiało sięgnął po gitarę elektryczną, wyraźnie urozmaicając brzmienie. Reichel nie narzeka i nie żali się. W tytułowym Jaśku gloryfikuje grafficiarza zamalowującego faszystowskie napisy, we wstrząsającym Wykazie piętnuje gwałcicieli: "wykastruję jednego po drugim". W odróżnieniu od większości współczesnych zespołów punkowych, bezkompromisowość jego agitek podparta jest wspaniałą formą literacka. Kaczmarski lat 90.? "

Paweł Dunin-Wąsowicz - Machina 5[26] maj 1998, s.91


"Spotkanie z piosenkami REICHELA to jak potknięcie się na prostej drodze. Mimo pośpiechu trzeba się zatrzymać, bo coś tu nie pasuje i wypada jakoś wyładować swą irytację, wtedy ta chwila zwolnienia okazuje się cenna, przypominasz sobie o czymś ważnym albo dostrzegasz jakiś szczególny element otoczenia... Czasami irytacja pozostaje, ale już nie ona jedna. Jak to możliwe, że facet, który ze swym miękkim głosem i akustyczną gitarą mógłby być zakrzyczany na festiwalu piosenki studenckiej jest kultowym wykonawcą na scenie hc/ punk? O tradycji agit - bardów już kiedyś pisałem. Moja nowa diagnoza brzmi tak, że REICHEL działa jak lustro ukazując to, czego niejeden się wstydzi. Punkowi załoganci często maskują swa wrażliwość piętrząc czad na maksa. REICHEL przeciwnie przy delikatnym akompaniamencie śpiewa naiwne, mówiące do bólu wprost teksty. Nie kryje się z delikatnością i zadziwieniem światem, które właśnie przez to, że większości wydaje się oczywistością tak rzadko jest wyrażane. Dwa razy już opisywałem kasety JANUSZA REICHELA narzekając, że śpiewa mazgajowatym głosem, a teksty pisze za bardzo "kawa na ławę" i przyznając, że niezależnie od tego jest arcyważną postacią sceny niezależnej. Jako artysta nie przekonał mnie po raz kolejny. Jako ktoś potrzebny sprawdził się jeszcze bardziej. Nowa kaseta jest nieco inna od poprzednich, nie tylko ze względu na stonowany akompaniament towarzyszących JANUSZOWI muzyków. Pierwsza strona to utwory "problemowe", teksty mocne i bezlitosne, druga przynosi piosenki liryczne, prezentujące jakby uczuciowe, wewnętrzne zaplecze obserwacji rzeczywistości z części pierwszej. Uzupełniają się znakomicie."

Rafał Księżyk - Brum 4/98, s.46


"Janusza wszyscy znają i nie przesadzę chyba twierdząc, że także kochają. Za łagodność, ciepło, wrażliwość, ale i czasami dosadność jakie wyróżniają śpiewane przez niego akustyczne piosenki. Ciche, ale może przez to właśnie krzyczące tym głośniej.
Nowy - trzeci już, a wliczając kasetę koncertową to czwarty- zbiór miniaturek "anarchistycznego barda" wyczekiwany był przez wielu i nagrany w maju 97, ukazał się rok później nakładem firmy z kogutkiem w herbie.
Tym razem u Janusza publicystycznego podejścia jakby mniej a więcej subtelności relacji międzyludzkich (inspirowany Woodym Allenem "Wrzesień"), więcej niedopowiedzeń ("O miłości"), więcej niewesołych obserwacji ("Wolnym krokiem"), więcej prośby o ciepło i miłość dla siebie i dla wszystkich dookoła. Najbardziej wyróżnia się spośród takich utworów i znany już debiutu Janusza nagranego wspólnie z grupa Atman, "Kruchy" słuchając którego zawsze zastanawiam się czy to, prośba kierowana przez człowieka do innej osoby czy przez zwierzę do swego oprawcy. Wśród 11 utworów znalazła się jedna staroć - znany z wykonania ZIMY - zespołu Reichela z lat 80-tych - numer ''Kibice'' w zakończenie którego wmiksowano nawet fragment oryginalnej wersji.
Jeszcze przed nagraniem tej kasety Janusz zapowiadał, że tym razem pojawi się "elektryczność". I faktycznie, kilka kawałków brzmi zdecydowanie "bogaciej", wystarczy posłuchać choćby wywołującego wstrząsające wrażenie "Wykazu". Jednak w "pełnej wersji instrumentalnej" - z kongami, basem, klawiszami - przerodzić się to może w zwyczajny acz kulturalny pop, czego przykładem jest "Oczekiwanie..." które przypomina mi ni mniej ni więcej tylko Phila Collinsa ("Another day in paradise"). A to by mogło świadczyć, że eksperymenty eksperymentami, ale największe wrażenie sprawiają songi Janusza śpiewane tylko z gitarą ("Wolnym krokiem", "Tylko na chwilę") i takimi je też lubię najbardziej."

(red.) - Pasażer 12/98-99, s.173-4


"Nie spodziewałem się, że Janusz Reichel - najbardziej znany. ale bynajmniej nie jedyny, polski punkowy bard czymś jeszcze mnie zaskoczy. A tymczasem ta kaseta jest co najmniej tak porywającą, jak pierwszy materiał Janusza wydany już dość dawno przy udziale grupy Atman. Nie jest w tym zasługa tylko tego, że rozbudowano instrumentarium nawet o, chwilami goszczącą gitarę elektryczną, basową, bęben czy harmonię. To są kwestie drugorzędne. Najistotniejsze jest, że piosenki są porywające, wciągające, szybko wpadające w ucho i w ogó1e przyjemne. Cały materiał podzielony jest jakby na dwie części stanowiące jednocześnie osobne strony. Pierwsza jest spokojniejsza muzycznie, mniej rozbudowana |nie licząc kawałka ... rap), ale mocniejsza tekstowo, o wyraźnym tonie antywojennym, antyapatycznym czy z wstrząsającym apelem przeciwko gwałcicielom. Druga jest bardziej różnorodna, zaaranżowana na większą ilość instrumentów. Janusz i jego gitara są wspomagani przez bardzo ciepły damski głos, a teksty dotyczą uczuć i to głównie tych górnolotnych (np. miłość), a mniej angażują się w sprawy społeczne. Świetne zdjęcie na okładce. Żartując trochę na koniec, proponuję na biwakach zamiast "płonie ognisko w lesie" śpiewać "jasiek malarz pokojowy, bo nie lubi wojny"."

/S/ - Wiatry 14/99, s.88


"Najnowsza, trzecia już a licząc koncertową to wręcz czwarta - kaseta Janusza Reichela przynosi tradycyjnie kilkadziesiąt minut świetnej i nietypowej w kontekście sceny niezależnej muzyki z rewelacyjnymi tekstami. Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, należy mu się wyjaśnienie, że Janusz do tej pory śpiewał swoje piosenki z towarzyszeniem gitary akustycznej, co kojarzyć się mogło z jednej strony z poezją śpiewaną - ale jaką poezją... - a z drugiej, z solowymi nagraniami Danberta Nobacona z Chumbawamby. Ta kaseta przynosi długo zapowiadane zmiany - oto bowiem, gitara akustyczna - przynajmniej w większości kawałków - ustąpiła miejsca elektrycznej, pojawia się też bas, bębny i kilka innych instrumentów. Mimo tego, o wielkiej rewolucji trudno tu mówić -klimat piosenek Janusza pozostał taki sam, a wzbogacenie brzmienia i posługiwanie się pomysłami w stylu użycia automatu perkusyjnego czy wsamplowywania fragmentów innych nagrań pozwala w bardziej wyrazisty sposób budować nastrój poszczególnych utworów. Obok materiału całkowicie premierowego pojawia się tu kilka znanych motywów: "Kibice" - po wielu latach nadal aktualny kawałek zespołu Zima, w którym Janusz swego czasu występował, znany z pierwszej kasety "Kruchy" i wykonywany na ostatnich koncertach kawałek tytułowy. Muzyka w przypadku kaset Reichela zdaje się jednak stanowić tylko tło dla znakomitych tekstów - w tym względzie nic się nie zmieniło: mądre słowa dają po głowie o wiele bardziej niż wiele tekstów ultra radykalnych kapel. Brak tu banału i powtarzania tych samych myśli po raz setny - Janusz zaskakuje czy to nowym tematem, jak w kawałku ."ZapoRAP", opowiadającym o tym jak ekolodzy niszczą przyrodę czy nowym ujęciem znanej kwestii, jak w rewelacyjnym, niezwykle przejmującym "Wykazie" - tekście o gwałcie. Wypada więc zwrócić uwagę na tą porządnie, acz skromnie wydaną kasetę - to po prostu rzecz obowiązkowa!"

(mp) - Mat'Pariadka 5-6/98, s.86


"Janusz Reichel, czyli chłopak z gitarą, który nie śpiewa o ładnych oczach lub rurkach z kremem, a jeżeli śpiewa "0 miłości" to robi to na swój sposób. Początkowo miałem przeświadczenie, że jest to twórczość dla walczących licealistek, które po zaliczeniu kilku akcji przeciw kapitalistyczno-rządowym krwiopijcom, z czasem ślubują frajerom mającym kasę i koneksje. Bo tak wygodniej. Jednak po wysłuchaniu kilku tekstów z obu kaset, zwłaszcza z "Koncertowego" - "Czorsztyn" i "Biały ludzki samiec", przekonałem się, że ten koleś ma nam naprawdę coś do przekazania i robi to przynajmniej szczerze. Tematyka jego piosenek to sprzeciwianie się różnym przejawom nienawiści wynikającej z odmiennego koloru skóry ("Jasiek malarz pokojowy") i debilizmowi rodem ze stadionów ("Kibice"). Mamy tu też deklarację czystości w rodzaju "Nie Jem mięsa" i "0 wystrzeganiu się zabójstwa", a także zdecydowaną postawę przeciwko robieniu z człowieka maszyny do zabijania - "Przyjedź mamo na przysięgę". Co do muzycznej strony obu pozycji, to nie oczekujcie po niej czegoś nadzwyczajnego. Ale tak naprawdę nie o to tu chodzi. Wszak Billy Bragg w Anglii zdobywał słuchaczy nie dlatego, że przebierał paluszkami po gryfie. Widać z tego, że kontakt z Jego twórczością nie będzie dla nikogo przeżyciem banalnym i nie wywołujących żadnych przemyśleń na temat otaczającego nas świata. Można się z nim nie zgadzać, można go uwielbiać, ale nie można mu odmówić zdecydowanej postawy życiowej przy której mam nadzieję trwa i trwać będzie. Mimo, że mięso jem, w wojsku byłem i to nawet komunistycznym, niczego przed nikim nie blokowałem, to i tak szanuję Jego poglądy. Więcej powiem nawet się z nimi zgadzam i myślę, że w Jego przypadku nie jest to tylko młodzieńcza przygoda, jaką dla jego kolegi ze "Spotkania" były rożne tam anarchizmy i pacyfizmy. No cóż nie każdemu nie przechodzi na "starość". Wyciągam rękę z szacunkiem."

(TAT) - Garaż 11/98, s.58-9